Pixel Heaven 2016

W ten weekend w Warszawie odbędzie się czwarta edycja Pixel Heaven, imprezy dedykowanej retro gamingowi oraz niezależnym grom komputerowym.

Amiga 1000 (z lewej) i Amiga 600 (po prawej) prezentowane w trakcie Pixel Heaven 2015

Amiga 1000 (z lewej) i Amiga 600 (po prawej) prezentowane w trakcie Pixel Heaven 2015

Głównym organizatorem tego wydarzenia jest Robert Łapiński, wydawca poświęconego kulturze gier wideo magazynu PIXEL. Zarówno miesięcznik, jak i związana z nim impreza poruszają tematykę branży rozrywki elektronicznej, nie zapominając przy tym o koneserach gustujących w dawnym sprzęcie komputerowym. Ci ostatni z pewnością pamiętają czasy, kiedy to królował 8- i 16-bitowce, a ich posiadacze zaczytywali się w tak popularnych wówczas czasopismach jak „Bajtek”, „Top Secret”, „Secret Service”, „Gambler”, „Amiga Magazyn”, „Amiga Computer Studio”, ”Commodore & Amiga” czy choćby „Moje Atari”.

Odnośnie samego Pixel Heaven, to impreza ta jest okazja do tego, aby zapoznać się z najnowszymi produktami rynku gier wideo, ale także aby spróbować sił grając w klasyki rozrywki komputerowej. Ponadto wydarzenie umożliwia zaprezentowanie przejawów własnej twórczości komputerowej, jak również prezentację posiadanych komputerów lub konsol wideo. Warto przy tym dodać, iż każdy, kto dostarczy sprawny, zdatny do grania sprzęt komputerowy wraz z monitorem może liczyć na darmową wejściówkę, przyczyniając się jednocześnie do wsparcia całej inicjatywy.

Jednak przede wszystkim Pixel Heaven jest spotkaniem z ludźmi związanymi ze światem komputerów. Wśród nich znajdują się zarówno anonimowi nieraz pasjonaci lub kolekcjonerzy, czy też znani w swych środowiskach blogerzy, ale też dziennikarze, twórcy oprogramowania oraz sprzętu komputerowego oraz postaci decydujące o obliczu rynku komputerowego. W gronie tych ostatnich, którzy mają jako goście specjalni pojawić się w tegorocznej edycji Pixel Heaven, znajdują się takie postaci jak Petro Tyschtschenko, dawniej jeden z dyrektorów Commodore, jak również Jon Hare, współtwórca takich przebojów jak “Sensible Soccer” czy “Cannon Fodder”, czy też znany entuzjastom gier strategicznych Peter Molyneux z Bullfrog Productions.

Ubiegłoroczna edycja Pixel Heaven upłynęła głównie pod znakiem Amigi, a okazją ku temu była 30. rocznica wprowadzenia na rynek modelu A1000. Patrząc choćby na listę gości specjalnych można być pewnym, że akcenty amigowe będą silne również i tym razem. Nie mniej jednak entuzjaści innych platform również powinni być usatysfakcjonowani obecnością bliskiego im sprzętu komputerowego oraz pozostałymi atrakcjami.

Impreza odbędzie się w Warszawie, w hali MZA przy ul. Włościańskiej w dniach 3 – 5 czerwca 2016 r. Szczegółowy program PIXEL HEAVEN 2016. RETRO & INDIE GAMING FEST vol. 4 znaleźć można na fanpage tego wydarzenia na portalu Facebook oraz na witrynie organizatora.

PH_16_game_plan

Pixel Heaven 2016 Game Plan

Opublikowano Informatyka, Kultura, Wydarzenie | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia i pełnego pokoju Nowego 2016 Roku!

Wszystkim Wam, którzy odwiedzają tę witrynę, jak również moim Krewnym, Przyjaciołom i Znajomym życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenia, a także błogosławieństwa Bożego potrzebnego do realizacji planów oraz spełnienia marzeń w nadchodzącym Nowym Roku.
Aby ten świąteczny czas upłynął nam wszystkim w rodzinnym gronie i cieple domowego ogniska oraz w pokoju, pozwalajac uwolnić się choć na krótko od zgiełku codzienności.

 

Stokes-Madonna_and_Child

Marianne Preindlsberger Stokes (1855-1927) – „Madonna z Dzieciątkiem” (ang. ‚Madonna and Child’), ok. 1908 r.

Opublikowano Święta | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Paul Hardcastle i jego „19″

Wraz z końcem kwietnia minęło 40 lat od zakończenia wojny wietnamskiej, jednego z najważniejszych starć z okresu zimnej wojny. Mimo upływu czasu, konflikt ten wywołuje wiele emocji, a jego skutki wciąż są odczuwane zarówno na Półwyspie Indochińskim, jak i wśród uczestników walk spoza tego regionu.

US-Embassy-Saigon-1975

Wietnamczycy próbują dostać się do ambasady USA podczas prowadzonej przez Amerykanów ewakuacji z Sajgonu tuż przed zakończeniem wojny wietnamskiej w kwietniu 1975 r. (Źródło: history.com / Nik Wheele)

Okrągła rocznica zakończenia wojny wietnamskiej stała się impulsem do opublikowania licznych materiałów. Wśród nich znalazły się wspomnienia weteranów oraz filmy dokumentalne, w tym także nominowane do Oscara „Ostatnie dni w Wietnamie”.

Warto przy tym wspomnieć o wcześniejszych przejawach twórczości nawiązujących do wojny w Wietnamie oraz jej skutków.

Jednym z nich jest powstały w 1985 r. przebój pod tytułem „19″ angielskiego muzyka Paula Hardcastle. Można by przy tym postawić pytanie, skąd u artysty kojarzonego z takimi nurtami jak electro, lounge, czy smooth jazz, wzięło się zainteresowanie wojną wietnamską. Tematyka ta raczej kojarzy się z protest songami z lat 60. lub z późniejszą twórczością zespołów punk rockowych niż z muzyką elektroniczną.

W tym przypadku bodźcem do skomponowania utworu był wyprodukowany przez stację ABC film dokumentalny „Vietnam Requiem”. Przedstawiał on sylwetki pięciu amerykańskich weteranów wojny wietnamskiej, odsiadujących wyroki więzienia za przestępstwa popełnione po zakończeniu służby wojskowej. Dokument ten przybliżał też problem zespołu stresu pourazowego (ang. Posttraumatic stress disorder, PTSD), na który cierpiało wielu weteranów. Pewnej nocy film ten obejrzał w telewizji, a przy okazji nagrał na taśmie wspomniany muzyk. Kiedy Hardcastle oglądał ponownie zarejestrowany dokument, uderzyło go to, jak młodzi byli ludzie walczący w Wietnamie. Według „Vietnam Requiem” średnia wieku amerykańskich żołnierzy biorących udział bezpośrednio w walkach wynosiła zaledwie 19 lat. Hardcastle stwierdził, że w tym wieku dobrze się bawił w pubach oraz klubach, zamiast przebywać pod ostrzałem w dżungli. Poruszyła go też wzmianka o tym, iż żaden z przedstawionych żołnierzy nie został powitany po powrocie do w USA jak bohater i to mimo otrzymanych odznaczeń za odniesione rany lub wykazane męstwo na polu walki.

Pod wpływem tych wrażeń artysta stworzył utwór z motywem przewodnim w stylu electro, co też było przejawem jego fascynacji twórczością Afriki Bambaataa’y. Ponadto w nagraniu znalazły się elementy jazzu wraz z łagodną i łatwo wpadającą do ucha melodią. Całość dopełniły zsamplowane odgłosy antywojennych protestów oraz kluczowych słów padających w filmie, wśród których znalazło się tytułowe „dziewiętnaście” (ang. nineteen) odnoszące się do wieku walczących. Hardcastle posłużył się przy tym E-mu Emulatorem, urządzeniem pełniącym funkcje syntezatora i samplera, które odegrało znaczącą rolę w rozwoju muzyki rozrywkowej. Mimo ograniczeń, jakie sprzęt ten nakładał na twórcę, powstała kompozycja była porażająca dla ówczesnego odbiorcy, nie zaznajomionego jeszcze z efektami samplingu. Nowatorskie rozwiązania sprawiły problem prawnikom z wytwórni Chrysalis Records, która wydała utwór. Stanęło na tym, iż stosowne honorarium otrzymał Peter Thomas, amerykański prezenter, a zarazem narrator w ”Vietnam Requiem”, którego głos pojawił się w utworze.

Paul-Hardcastle

Paul Hardcastle, autor utworu „19″. W ostatnich 15 latach muzyk ten stał się jednym z najpopularniejszych w USA artystów sceny smooth jazz, tworząc pod własnym nazwiskiem jak również w ramach projektu „The Jazzmasters”. (ovalmusic.co.uk) (electricity-club.co.uk)

Ostateczny sukces „19″ początkowo nie był wcale pewny. Zestawienie radosnej, tanecznej muzyki z opowieścią o umierających na wojnie młodych ludziach było cokolwiek ryzykowne.
Na dodatek inne utwory Paula Hardcastle nie radziły sobie na listach przebojów zbyt dobrze. Jak się jednak okazało, „19″ znakomicie wpisał się w czas. Nadeszła bowiem 10. rocznica zakończenia wojny wietnamskiej, która zdominowała mass media.

W takich to okolicznościach artysta pojawił się w serwisie informacyjnym stacji ITN, gdzie rozmowę z nim przeprowadził popularny brytyjski prezenter Alastair Stewart. Hardcastle stwierdził, że nie można było prosić o lepszą reklamę. W promocji pomogli też ludzie, którzy już na samym początku dostrzegli potencjał tkwiący w utworze. Wśród nich znalazł się Tony Blackburn, który odtwarzał „19″ w swoim programie w Radio London oraz Ken Grunbaum. Ten ostatni, któremu Hardcastle zaprezentował wczesną wersję utworu, był autorem teledysku, w którym znalazły się fragmenty „Vietnam Requiem”.

Piosenka okazała się być prawdziwym hitem i zdominowała listy przebojów w 13 krajach. Przez pięć tygodni utrzymywała się na pierwszym miejscu w Wielkiej Brytanii, a przez sześć w Niemczech i Francji. W USA „19″ przez trzy tygodnie był na pierwszym miejscu pod względem liczby sprzedanych kopii. Na liście Billboardu utwór ten dotarł z kolei do 15. miejsca. Wpływ na to miała odmowa odtwarzania „19″ ze strony niektórych stacji radiowych w Stanach, które uznały ten utwór za antyamerykański.

Odmiennego zdania byli weterani wojny wietnamskiej, którzy przesłali do artysty niezliczoną ilość listów z podziękowaniami za to, iż zrobił on coś dla nich.

W istocie „19″ różni się od wielu wcześniejszych antywojennych utworów z okresu wojny, które dotykały kwestii politycznych krytykując przy tym działania rządu USA, a niekiedy również i wojskowych. Przebój Paula Hardcastle koncentruje się bowiem na problemach weteranów ukazanych jako ofiary wojny. Ludzie ci nie spotkali się ze zrozumieniem ze strony własnego społeczeństwa, choć, jak zauważył jeden z nich, to właśnie ono ich stworzyło. Warto przy tym wspomnieć, że do czasu ofensywy Tet w 1968 r. polityka władz USA wobec Wietnamu cieszyła się wysokim poparciem amerykańskiej opinii publicznej. Tak więc odpowiedzialność za los wystawionych na okrucieństwo walk młodych ludzi, nie zawsze w pełni dojrzałych emocjonalnie, w jakimś stopniu spada również na ich rodaków. Należy przy tym pamiętać, iż konsekwencje wojny, rzadko kiedy oficjalnie wypowiedzianej i często określanej eufemistycznie mianem „konfliktu”, „interwencji” lub „misji stabilizacyjnej”, są o wiele dłuższe niż łączny czas działań militarnych oraz ewentualnej odbudowy powstałych zniszczeń.

Znawcy tematu mogliby wytknąć opisywanemu przebojowi powielanie niezbyt poprawnych informacji na temat wojny wietnamskiej. Na podstawie dostępnych danych można bowiem stwierdzić, iż więcej od amerykańskich 19-latków poległo ich towarzyszy broni w wieku 20 oraz 21 lat. Za sprawą talentu muzyka oraz dzięki zastosowanym efektom nie sposób jednak odmówić „19″ siły przekazu.

Paul Hardcastle stworzył wiele remixów swego utworu, które cieszyły się wielkim powodzeniem. Wersja z 2010 r. nawiązywała do udziału brytyjskich żołnierzy w walkach w Afganistanie. Znamienne jest, że syn jednego ze znajomych muzyka poległ w tym kraju mając właśnie 19 lat. Jak poinformował artysta, data wydania kolejnej jubileuszowej edycji zrealizowanej z okazji 30-lecia przeboju została wyznaczona na 19 maja 2015 roku. Całkowity dochód z jej sprzedaży ma zostać przekazany organizacji charytatywnej Talking2Minds, która wspiera weteranów zmagających się z PTSD.

Tak oto powstała jedna z najbardziej osobliwych antywojennych piosenek w dziejach muzyki, łącząca synthpopowe brzmienie ze społecznie ważnym przekazem.

Opublikowano Historia, Kultura, Sylwetka | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Opowieść świąteczna z dalekiego Pacyfiku

Z Bożym Narodzeniem związanych jest niezliczona ilość osobistych przeżyć oraz rodzinnych wspomnień, które w szczególny sposób przywoływane są w świątecznym okresie. Korzystając z okazji jaką jest dzisiejszy dzień, chciałbym przedstawić pewną świąteczną opowieść, której bohaterem był Andrzej Kordas, mój daleki krewny zza oceanu.

Andrzej (właśc. Andrew James Kordas), zwany również jako Andy, urodził się 6 października 1920 r. w Greenwich w amerykańskim stanie Connecticut. Jego ojciec Franciszek „Frank” Kordas (1885 – 1935) przybył do USA w październiku 1910 r. z leżących nieopodal Tarnopola rodzinnych Hałuszczyniec. Około 1911 r. Franciszek poślubił pochodzącą z Kujdaniec Katarzynę Wołoszyn (1891 – 1972), która była matką Andrzeja.

Ten ostatni, po zakończeniu szkoły średniej w Greenwich, wstąpił w dniu 12 grudnia 1942 r. do wojsk lądowych. W US Army służył jako radiowiec w 98th Signal Battalion, z którą to jednostką stacjonował w 1943 na Nowej Gwinei. W czerwcu 1944 wspomniany batalion został wysłany do nowogwinejskiej Hollandii, aby wziąć udział w walkach o wyspę Morotai w Holenderskich Indiach Wschodnich. Następnym przystankiem na szlaku wojennej wędrówki była wyspa Leyte, punkt wyjścia do planowanej inwazji na Luzon oraz wyzwolenia Filipin. Andrzej Kordas przybył tam wraz ze swym oddziałem w grudniu 1944 r.

Morotai_1944

Amerykańscy żołnierze lądujący na Morotai w dniu 15 września 1944 r.
(Źródło: Wikimedia Commons / Australian War Memorial)

W okresie tym pozyskał wielu dobrych znajomych za sprawą nietypowego prezentu, który otrzymał od swej rodziny na Boże Narodzenie. Jego matka Katarzyna przysłała mu z Greenwich chleb domowej roboty. Do przesyłki dołączona była instrukcja informująca o tym, aby bochenek otworzyć ze szczególną ostrożnością. W jego wnętrzu została bowiem ukryta… butelka whiskey.

W taki oto sposób matka sprawiła chwile radości swemu synowi oraz jego towarzyszom broni, z których żaden nie mógł być pewien jutra.

Luzon_1945

Amerykanie w akcji podczas bitwy o wyspę Luzon na Filipinach w 1945 r.
(Źródło: Carl Mydans / LIFE / milsurps.com)

Mimo trudu walk, a niekiedy może nawet i wielu tragicznych zdarzeń, Andrzej Kordas szczęśliwie przetrwał okres wojny na Pacyfiku. Brał udział w walkach o Luzon, a w sierpniu 1945 r., po przebytej malarii, był jednym z pierwszych radiooperatorów, którzy przekazali pewną znamienną depeszę nadaną wówczas z Waszyngtonu. Jej treść była następująca: ”To nie jest oficjalny komunikat. Powtarzam, to nie jest oficjalny komunikat. Japończycy zamierzają się poddać”.

Dwa dni później Cesarstwo Japonii skapitulowało, a druga wojna światowa dobiegła końca.

Andrzej wrócił do domu w grudniu 1945 r. W czasie służby doszedł do stopnia starszego sierżanta (Master Sergeant), otrzymując przy tym kilka odznaczeń, a mianowicie Meritorius Unit Citation, Presidential Unit Citation, Victory Medal i Occupational Medal. Po wojnie ukończył on Williams College of Banking, a następnie pracował przez 33 lata jako bankowiec, dochodząc do stanowiska wiceprezesa Stamford Trust Company.

WWII-Victory-Medal

Wśród odznaczeń wojskowych, które otrzymał Andrzej J. Kordas za swą służbę podczas walk na Pacyfiku znalazł się m.in. World War II Victory Medal.
(Źródło: trentonmi.org)

Wolne chwile zwykł spędzać z rodziną, oglądając również filmy i relacje sportowe oraz zajmując się ogrodem. Lubił też podróżować, szczególnie do Las Vegas. Należał również do grupy arystycznej Sadrok Players, która występowała w różnych produkcjach filmowych. Jako ciekawostkę można podać, że jej nazwa jest ananimem nazwiska Kordas.

Andrzej Kordas zmarł 4 października 2014 r. w Norwalk Hospital w Connecticut.

Jego bliższym oraz dalszym krewnym, a także ludziom wiary, pozostaje mieć nadzieję, że Ten, którego narodziny dziś świętujemy, przyjmie do siebie duszę Andrzeja.

Bez względu jednak na zapatrywania, każdy z nas powinnien pamiętać o udziale amerykańskich Polaków w II wojnie światowej. Według danych, które przedstawił Jerzy Pertek w książce „Pod obcymi banderami”, blisko 350 tys. Amerykanów polskiego pochodzenia służyło w siłach zbrojnych USA, przyczyniając się do zwycięstwa aliantów. Warto dodać, że w wojnie tej obok Andrzeja uczestniczył również Marcin Kordas, jeden z jego dwóch braci. Z postacią tą związany jest pewien ciekawy incydent, do którego doszło pod koniec działań wojennych na froncie zachodnim w 1945 r.

Jest to już jednak temat na zupełnie inną opowieść.

Autor pragnie wyrazić podziękowania dla Władysława „Billa” Kordasa za udostępnienie materiałów niezbędnych do opracowania niniejszego wspomnienia.

Opublikowano Historia, Święta, Sylwetka, Wspomnienie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Zdzisław Zylla (1922 – 1987)

Jedną z osób, które w szczególny sposób zapadły w mojej pamięci, był Zdzisław Zylla. Przez wiele lat wspominałem go jako sympatycznego starszego pana, z którym w pośredni sposób łączyły mnie więzy rodzinne. Dopiero wiele lat po tym, jak odszedł, dowiedziałem się więcej o historii jego życia.

Poniższa historia wywołuje u mnie skojarzenia z motywem przedstawionym w zrealizowanym przez Clinta Eastwooda filmie „Sztandar chwały” (ang. „Flags of Our Fathers”), będącym ekranizacją książki Jamesa Bradley’a i Rona Powersa. Mianowicie jest to sytuacja, kiedy komuś wydaje się, że dość dobrze zna bliskiego mu człowieka, by dopiero po latach dowiedzieć się o wspaniałej, wojennej przeszłości tego ostatniego. Tak bowiem było w przypadku moich wspomnień dotyczących Zdzisława Zylla. Prywatnie był on teściem mojego ojca chrzestnego, dzięki czemu miałem wiele okazji do wspólnych spotkań, w czasie których jawił się jako spokojny, miły starszy człowiek, o którym wiadomo było, że jest emerytowanym pracownikiem kolei. Z racji mojego młodego wieku nie wypytywałem go o jego przeszłość, nie zwracając też uwagi na toczone przez dorosłych rozmowy towarzyszące rodzinnym wizytom, które mogły dotyczyć także i tego tematu. W swych wspomnieniach pielęgnowałem raczej pamięć o wspólnych spotkaniach oraz o wzajemnych relacjach, których nieco zabawnym, acz pełnym życzliwości wyrazem były jego słowa: „Mów mi kumpel Zdzichu”.

Zdzisław Zylla

Zdzisław Zylla (1922 – 1987)

Dopiero po niemal ćwierćwieczu od jego śmierci dowiedziałem się o jego niesamowitych przeżyciach wojennych, którymi można by obdzielić życiorysy kilu osób. Ich początkiem była obrona stolicy we wrześniu 1939 r. w ramach Robotniczej Brygady Obrony Warszawy. Następnym etapem była działalność konspiracyjna prowadzona pod pseudonimem „Ulisses” w szeregach kompanii AK „Ziemi Sochaczewskiej”. Swego rodzaju punktem kulminacyjnym jego partyzanckiego życia był udział w powstaniu warszawskim. W czasie powstańczego zrywu, wraz z ze swymi towarzyszami broni z Grupy „Kampinos”, brał udział między innymi w niezwykle zaciętych walkach o Dworzec Gdański. W wyniku odniesionych ran trafił do powstańczego szpitala przy ulicy Krechowieckiej. Przed wywózką do Niemiec uratował go porucznik wojsk węgierskich Istwan Elek, który osiadł po wojnie w Gdańsku, stając się jednocześnie przyjacielem rodziny Zdzisława. Na tym jednak nie zakończyła się ta wojenna epopeja, której ostatni rozdział został zapisany w 1945 r. Wówczas to Zdzisław Zylla zgłosił się do służby w Wojsku Polskim, otrzymując przydział w 8. Samodzielnym Batalionie Samochodowym przy 5 Dywizji Artylerii 1 AWP. Jako kierowca wojskowych ciężarówek brał udział w operacji berlińskiej, dostarczając zaopatrzenie do walczących w niej polskich oddziałów. Za swój udział w II wojnie światowej Zdzisław Zylla był wielokrotnie odznaczany.
Po wojnie osiadł w Mogilnie, pracując w kolejach państwowych oraz udzielając się w organizacjach kombatanckich. Wraz z poślubioną w 1952 r. Stefanią, nota bene również życzliwie wspominaną osobą, założył rodzinę, której losy w kolejnym pokoleniu splotły się z Tupalskimi.

Szczegółową historię swego życia Zdzisław Zylla przedstawił w „Relacjach i wspomnieniach” obejmujących czas wojny oraz okres powojenny. Świadectwo to, udostępnione ze zbiorów rodzinnych, mam przyjemność zaprezentować na niniejszej witrynie.

Zdzislaw-Zylla-Wspomnienia

Udostępnione z rodzinnych zbiorów Ewy i Jerzego Tupalskich „Relacje i wspomnienia” autorstwa Zdzisława Zylla zawierają jego życiorys oraz przeżycia z czasów wojny. Opracowanie to zostało spisane na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku.

Choć zabrzmi to jak truizm, to cała ta opowieść przypomina o tym, że prawdziwi bohaterowie są wśród nas. Czasem po prostu trudno ich dostrzec w skromnych osobach, które nie afiszują się swymi czynami, traktowanymi jako zwykłe spełnienie powinności wobec swego kraju oraz rodaków.

Odnośnie samego powstania warszawskiego, którego Zdzisław Zylla był uczestnikiem, to przypadająca tym roku 70. rocznica tego wydarzenia znów stała się okazją do licznych publikacji oraz polemik. Z pewnością spór na temat zasadności tego zrywu oraz całej akcji „Burza” nigdy nie zostanie rozstrzygnięty. Niezależnie od tego rocznicowe obchody tradycyjnie zgromadziły w stolicy tłumy warszawiaków, a także pozostałych mieszkańców kraju, jak również licznych oficjeli i gości z zagranicy, a przede wszystkich wielu kombatantów.

W gronie tych ostatnich znalazł się ppłk Henryk Ratyna „Orzeł”, który latem 1944 r. walczył w rejonie Hrubieszowa. Otoczony na Powązkach gronem słuchaczy, ppłk Ratyna powiedział, że dla nich, czyli weteranów Polskiego Państwa Podziemnego, obecnie ważne jest, aby upamiętnić ich działania. Pamiętajmy zatem o naszych żołnierzach walczących z okupantami oraz o cywilach cierpiących zarówno podczas zniewolenia, jak również w toku walk, ciesząc się jak najdłużej obecnością jednych, jak i drugich świadków historii.

Autor pragnie wyrazić podziękowania dla Ewy oraz Jerzego Tupalskich za udostępnienie materiałów niezbędnych do opracowania niniejszego wspomnienia.

Opublikowano Historia, Sylwetka, Wojskowość, Wspomnienie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj