Czterdzieści lat mikroprocesora MC68000

We wrześniu 2019 roku minęło 40 lat od opracowania przez firmę Motorola mikroprocesora MC68000, który dał początek całej serii pokrewnych układów, określanej jako MC68k. Cztery dekady, będące znacznym upływem czasu w życiu człowieka, to w zasadzie kilka epok w informatyce, która była już świadkiem kilku przełomów technologicznych. Zasłużony dla tej dziedziny techniki jubilat długo jednak utrzymał się na rynku, znajdując zresztą po dziś dzień zastosowania i to nie tylko w retrokomputerowej domenie.

alt

Mikroprocesor MC68000 w wariancie P10 o częstotliwości 10 MHz i w obudowie DIP64

MC68000 ma o tyle ciekawą architekturę, iż z punktu widzenia projektanta systemu komputerowego jest on 16-bitowy, podczas gdy z perspektywy programisty jest to w zasadzie 32-bitowy układ. Mikroprocesor ten ma 16-bitową szynę danych i 24-bitową szynę adresową, pozostając wewnętrznie 32-bitowy. To ostatnie stwierdzenie jest pewnym uproszczeniem, gdyż na liście rozkazów MC68000 są też komendy, operujące na krótszych od 32 bitów danych. W pełni 32-bitową jednostką był dopiero jeden z późniejszych przedstawicieli rodziny MC68k, jakim był MC68020 z 1984 r.

Wspomniane ograniczenia wynikały ze stanu technologii końca lat 70., która – jak można było wyczytać w artykule Mikroprocesory serii MC68000 w numerze 2/1987 Mikroklanu – nie pozwalała budować na jednej płytce krzemu mikroprocesora 32-bitowego. Mimo to właściwości opisywanego mikroprocesora, które obecnie mogłyby wzbudzać politowanie, na początku lat 80. wręcz przytłaczały producentów komputerów. Aby zaoszczędzić im kłopotów z projektowaniem systemów mikrokomputerowych z szerokimi i kosztownymi jak na owe czasy magistralami, na rynek został wprowadzony model MC68008. Wewnętrznie zasadniczo zgodny z poprzednikiem z 1979 r., miał on 8-bitową szynę danych, a jednocześnie okrojoną do 20 bitów szynę adresową.

Pojawienie się na rynku MC68000, co też faktycznie nastąpiło dopiero w lutym 1980 r., było wydarzeniem przełomowym przynajmniej z kilku względów. Wynikało ono z odwagi konstruktorów Motoroli, o czym też wspominał Adam Forycki w artykule Czemu wolę Motorolę, opublikowanym we wspomnianym wydaniu Mikroklanu. MC68000 został zaprojektowany jako nowy układ, z pewnym zapasem, dzięki czemu miał on być programowo zgodny z przyszłymi, już w pełni 32-bitowymi następcami. Podejście to było zgoła odmienne od tego, które zaprezentowała firma Intel w przypadku konkurencyjnego modelu 8086, protoplasty rodziny x86. Ten ostatni został bowiem zaprojektowany tak, aby zachować zgodność z architekturą wcześniejszego 8-bitowego układu 8080. Ceną kompatybilności z rozpowszechnioną już, aczkolwiek tworzoną według starszych założeń konstrukcją, był szereg ograniczeń, z którymi rodzina x86 jeszcze długo musiała się borykać.

Różnice w tych koncepcjach z pewnością dobrze utknęły w pamięci tym wszystkim, którzy mieli okazje programować w asemblerze rodzin obu tych mikroprocesorów. Programowanie na tak niskim poziomie było wręcz prawdziwą przyjemnością w przypadku MC68000, a to za sprawą wielu rejestrów jakie były do dyspozycji. Do tego dochodziło bogactwo możliwości adresowania oraz wszechstronna i długa lista rozkazów, wśród których były też nawet operacje działań arytmetycznych wykonywanych bezpośrednio na komórkach pamięci. Na tym tle praca programisty na modelach intelowskiej konkurencji, przynajmniej tych wczesnych, nie była zbyt wygodna. Ograniczenia, o których trzeba było w tym przypadku pamiętać, powodowały, że można było stracić z oczu istotę opracowywanego algorytmu, co też zresztą trafnie ujął przywołany uprzednio Adam Forycki.

Macintosh Plus

Macintosh Plus firmy Apple, w którym zastosowano MC68000. Mikroprocesory te znalazły się w wielu modelach komputerów, w tym także w rodzinach Atari ST i Commodore Amiga. Sukces rynkowy tych maszyn przyczynił się do spopularyzowania się systemów operacyjnych z graficznymi interfejsami użytkownika, zwanych jako GUI (ang. Graphical User Interface).

Udogodnienia, jakie niósł ze sobą MC68000, również w zakresie operowania grafiką i wykonywania podprogramów, szybko dostrzegł przemysł komputerowy. To właśnie ten mikroprocesor stanowił mózg komputera Apple Macintosh z 1984 r., którego przyjazny dla użytkownika system operacyjny, z pulpitem graficznym wykorzystującym ikony, rozwijane menu i pojawiające się okna, zmienił sposób postrzegania komputerów przez konsumentów. MC68000 stanowił też jednostką centralną wczesnych modeli z rodziny Commodore Amiga – w zasadzie pierwszych multimedialnych komputerów ze znakomitą jak na owe czasu grafiką i wyśmienitym dźwiękiem, a także w pełni wielozadaniowym systemem operacyjnym. Opisywany mikroprocesor znalazł też zastosowanie w popularnym Jackintoshu, czyli w komputerach kierowanej przez Jacka Tramiela firmy Atari z linii ST, szczególnie lubianej przez świat muzyki oraz małego DTP. MC68000 znalazł się też w owianych wręcz legendą i mało u nas znanych, choć imponujących pod względem możliwości, komputerach Sharp X68000, które podbiły rynek w Japonii, a także w maszynach Sun Microsystems, jak również w konsolach video, jak choćby Sega Mega Drive (Genesis). Co prawda już w drugiej połowie lat 80. firmy zaczęły przerzucać się na mikroprocesory 32-bitowe, w tym również te z rodziny MC68k, czego przykładem był Macintosh II z 1987 r., to jednak jeszcze na początku kolejnej dekady pojawiały się nowe modele sprzętu komputerowego, które na nim bazowały. Przykładem może być komputer Amiga 600, który debiutował w czerwcu 1992 r., a także konsola do gier Atari Jaguar z 1993 roku.

alt

MC68000 w wariancie FN8 z obudową PLCC68 na płycie głównej komputera Amiga 600

Z biegiem lat firma Motorola zaczęła odchodzić od rozwijania opartej na mikrokodzie (tzw. CISC) rodziny MC68k na rzecz architektury RISC, co też znalazło wyraz w nowszej linii MC88k oraz w opracowanej później wraz z Apple i IBM rodzinie PowerPC. Ostatnim mikroprocesorem z serii MC68k był model 68060, wprowadzony na rynek w 1994 r., który obecnie rzadko pojawia się na internetowych aukcjach stanowiąc przy tym kosztowny nabytek.

Z czasem też cały dział Motorola Inc., który przez ponad pół wieku zajmował się układami półprzewodnikowymi, został z tej firmy wydzielony w 2004 r. jako Freescale Semiconductor i sprzedany, stając się częścią NXP Semiconductors. Firmy te nie zrezygnowały z produkcji klasycznych modeli mikroprocesorów z rodziny MC68k, która dała też początek stosowanej w urządzeniach wbudowanych (tj. embedded systems) linii ColdFire. Co ciekawe, pewna grupa zapaleńców pokusiła się nawet o stworzenie kolejnego następcy MC68000, jakim jest Apollo Core 68080. Jak zapewniają twórcy tego projektu, wykonany w technologii FPGA układ jest pod względem programowym całkowicie zgodny z MC68k, a do tego pozbawiony wad projektowych tej rodziny i wzbogacony o nowe właściwości, oferując przy tym dużo większą moc obliczeniową niż najszybszy MC68060.

Odnośnie samego MC68000, to mimo 40 lat nadal trzyma się on całkiem nieźle. Duża w tym też zasługa społeczności retrokomputerowej, za sprawą której nadal działa on w wielu przywracanych do działania oraz utrzymywanych komputerach, a także konsolach z przełomu lat 80. i 90. Nie można by było bowiem opisywać ówczesnej komputerowej epoki, nie wspominając o wspaniałych maszynach z tamtych czasów, napędzanych tym właśnie mikroprocesorem. Pojawiają się przy tym też nowe produkty bazujące na szacownym jubilacie, jak choćby karty turbo dla Amigi 500 z MC68000 taktowanym z częstotliwością 50 MHz, wręcz niewyobrażalną dla tego modelu komputera w czasach jego świetności.

MC68000P8 jako jednostka centralna (CPU) Amigi 500. Standardowo komputery te posiadały mikroprocesory taktowane częstotliwością wynoszącą ok. 7 MHz.

Z pewnością trudno też sobie przy tym wyobrazić, iż MC68000 był jednym z ostatnich tak zaawansowanych projektów komputerowych, opracowanych za pomocą tradycyjnej deski kreślarskiej, jak to ujęto w okolicznościowym artykule w IEEE Spectrum. Co ciekawe, serwis ten spekuluje też, iż gdyby nie znikoma możliwość podaży tego mikroprocesora w pierwszych miesiącach od jego debiutu, to być może właśnie on stanowiłby jednostkę centralną projektowanej przez zespół Philipa D. Estridge’a architektury PC, a świat zostałby być może zdominowany przez technologię Winola zamiast przez znany nam Wintel. Takie wizje, choć szczególnie atrakcyjne dla znawców tematu, są już jednak domeną komputerowej historii alternatywnej.

Opublikowano Historia, Informatyka | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Czterdzieści lat mikroprocesora MC68000 została wyłączona

„Ukryta gra”, czyli w rozgrywce o najwyższą stawkę

W dniu 8 listopada na ekrany polskich kin wszedł thriller szpiegowski „Ukryta gra”, którego akcja osadzona jest w realiach kryzysu kubańskiego z 1962 r., kiedy to ludzkość stanęła na krawędzi III wojny światowej. Film ten, będący dziełem Watchout Studio, który jest tym cenniejszy dla mnie, iż miałem przyjemność w nim wystąpić.

„Ukryta gra” - „The Coldest Game”

W roli podpułkownika (LtCol) Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych na planie filmu „Ukryta gra”

„Ukrytą grę”, promowaną na świecie pod angielskim tytułem „The Coldest Game”, z powodzeniem można zaliczyć również do gatunku political fiction. Mamy tutaj bowiem elementy fikcyjne, jakim jest uprowadzenie przez amerykański wywiad genialnego matematyka, którym jest Joshua Mansky, aby ten wziął udział w rozgrywanym w Warszawie meczu szachowym z radzieckim arcymistrzem Aleksandrem Gawryłowem. Spotkanie przy szachownicy jest jednak przykrywką dla dużo poważniejszej rozgrywki toczonej przez wywiady obu supermocarstw. Jej wynik będzie miał wpływ na kluczowe decyzje podejmowane przez światowych przywódców w odniesieniu do trwającego kubańskiego kryzysu rakietowego.

Wraz z tym wątkiem widzowie przenoszą się już do realnych wydarzeń, którymi żył świat w październiku 1962 r. Wówczas to, za sprawą fotografii wykonanych nad Kubą przez jeden z amerykańskich samolotów zwiadowczych U-2F, odkryto w zachodnim rejonie tej wyspy wyrzutnie radzieckich pocisków balistycznych średniego zasięgu, stanowiących bezpośrednie zagrożenie dla kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Tak oto rozpoczął się kryzys wokół Kuby, będący jednym z tych zapalnych okresów zimnej wojny, które mogły doprowadzić do wybuchu otwartego konfliktu zbrojnego pomiędzy Wschodem a Zachodem. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że do całej sprawy być może w ogóle by nie doszło, gdyby nie wcześniejsza próba obalenia Fidela Castro przez CIA, którą był desant w Zatoce Świń. Przeprowadzona w kwietniu 1961 r. operacja zakończyła się całkowitą klęską sił inwazyjnych, których trzon stanowili kubańscy emigranci, wspierani przez Amerykanów, a także polityczną porażką USA. Inwazja ta miała też daleko bardziej idące reperkusje, jaką było zacieśnienie współpracy pomiędzy ZSRR a porewolucyjną Kubą, która potrzebowała gwaranta swego bezpieczeństwa.

Osią filmowej akcji jest międzypaństwowy mecz szachowy między USA a ZSRR, toczący się w październiku 1962 r. na tle kryzysu kubańskiego. Pojedynek ten jest jednak przykrywką dla dużo ważniejszej rozgrywki szpiegowskiej, powadzonej przez służby wywiadowcze obu supermocarstw. Stawką tego starcia są decyzje polityczne mające bezpośredni wpływ na losy świata. „Ukryta gra”, fot. Krzysztof Wiktor / Watchout Studio

Kryzys z października 1962 r. przyjął już jednak inny obrót. Prezydent John F. Kennedy zdecydował bowiem o blokadzie morskiej Kuby, a prowadzone równolegle negocjacje doprowadziły do wycofania z wyspy radzieckich środków przenoszenia broni atomowej, za cenę usunięcia amerykańskich pocisków rakietowych z Turcji. Takie rozstrzygnięcie oddaliło od amerykańskiego terytorium niebezpieczne uzbrojenie, co też było strategicznym i wizerunkowym zwycięstwem Stanów Zjednoczonych oraz ich 35. prezydenta.

Nieufność oraz rywalizacja supermocarstw powodowały, że ryzyko wybuchu kolejnej wojny światowej, niechybnie skutkującej zagładą cywilizacji jaką znamy, utrzymywało się niemal przez cały zimnowojenny okres, od wojny koreańskiej z lat 1950 – 53, aż po 1983 r., kiedy to w następstwie zestrzelenia przez ZSRR południowokoreańskiego pasażerskiego Boeinga 747 (tzw. katastrofa lotu KAL007) oraz manewrów NATO pod kryptonimem Able Archer 83 napięcie znów sięgnęło zenitu.

Pojedynek szachowy, który Joshua Mansky toczy z Aleksandrem Gawryłowem w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, a także równoległe starcie wrogich wywiadów stanowią przyczynek do zaprezentowania realiów życia w podźwigniętej z wojennych zniszczeń stolicy Polski. „Ukryta gra”, fot. Krzysztof Wiktor / Watchout Studio

Echo takiego stanu zagrożenia, towarzyszącego kubańskiemu kryzysowi z roku 1962 r., odnaleźć można właśnie w tytułowej „Ukrytej grze”. W filmie tym, obok atmosfery napięcia i wartkiej fabuły, znajdują się też elementy przybliżające estetykę oraz realia życia w Polsce na początku lat 60. Mowa tu o scenografii, w tym o pieczołowicie wykonanych i gustownie urządzonych wnętrzach, a także o kostiumach oraz stylizacji poszczególnych postaci. Te ostatnie licznie wypełniały określone scenerie, współtworząc filmową otoczkę i przywołując klimat wydarzeń sprzed lat. Wśród osób tych nie mogło też zabraknąć postaci mundurowych. Role te przypadły również pasjonatom ze świata rekonstrukcji historycznej, w szeregach których miałem okazję się pojawić wraz z gronem dobrych znajomych, specjalizujących się w zimnowojennej tematyce. Powierzone nam zadanie, jakim było odegranie roli amerykańskich wojskowych w kompleksie ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie oraz w sztabie w USA, łączące się z wieloletnią pasją, było prawdziwą przyjemnością. Z naszej strony dołożyliśmy też wszelkich starań, aby nasze umundurowanie jak najwierniej oddawało realia odtwarzanej epoki.

Dodatkowych, niezapomnianych wrażeń dostarczyły też spotkania na planie ze znakomitościami ze świata filmu. Wśród nich należy wymienić Allana Starskiego, będącego autorem scenografii, a także aktorów, wśród których znaleźli się Lotte Verbeek (jako Agentka Stone), James Bloor (Agent White), Corey Johnson (Donald Novak) oraz Bill Pullman, obsadzony w roli wspomnianego Joshuy Mansky’ego. W tym miejscu warto dopowiedzieć, iż przed wielu laty, jesienią 1996 r., miałem okazję oglądać w kinie w Inowrocławiu fantastycznonaukowy film „Dzień Niepodległości”. Ta superprodukcja wręcz porażała mnie efektami specjalnymi, poruszając przy tym płomienną mową filmowego prezydenta Thomasa J. Whitmore’a, granego właśnie przez Billa Pullmana. Wówczas to nawet nie wyobrażałem sobie, że kiedyś w przyszłości będę miał okazję spotkać się z tym artystą, będącym gwiazdą światowego formatu, podczas wspólnej pracy na planie filmowym.

W tym zestawieniu nie można też pominąć ekipy filmowej i oczywiście reżyserów w osobach Łukasza Kośmickiego oraz Adama Santury, pod okiem których mieliśmy okazję zagrać. Współpraca ta przebiegała sprawnie, przy czym docenić trzeba też życzliwość z jaką obaj filmowcy potrafili pokierować osobami nie posiadającymi doświadczenia w pracy przed kamerą.

O tym jednak, jak wypadł ten mój debiut filmowy, a przede wszystkim jak potoczyła się fabuła oraz jakie niespodzianki przygotowali twórcy filmu, a także jak prezentuje się oprawa filmu, najlepiej jest przekonać się osobiście. Tym samym też zachęcam do obejrzenia filmu „Ukryta gra”, który jest wytworem krajowej kinematografii, zrealizowanym jednocześnie w sposób gustowny, a przy tym zrozumiały również dla odbiorców zagranicznych.

 

Oficjalny zwiastun filmu „Ukryta gra”

Pragnę wyrazić podziękowania dla producenta filmu „Ukryta gra”, którym jest Watchout Studio, a także dla Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej Rakkasans za możliwość wzięcia udziału w filmie.

Opublikowano Historia, Kultura, Stosunki międzynarodowe, Wydarzenie | Otagowano , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania „Ukryta gra”, czyli w rozgrywce o najwyższą stawkę została wyłączona

O obchodach 75. rocznicy D-Day na HMS „Belfast”

Tegoroczne obchody rocznicy lądowania aliantów w Normandii miały szczególną oprawę. Minęło już bowiem 75 lat odkąd w dniu 6 czerwca 1944 roku rozpoczęła się operacja Overlord, kiedy to wojska sprzymierzone wylądowały na północnofrancuskich plażach i dokonały desantu z powietrza w innych miejscach regionu. Działania te były początkiem szerszej kampanii, która oswobodziła północną Francję, a także otworzyła kolejny front walk lądowych prowadzonych przeciwko III Rzeszy, co też zakończyło się wyzwoleniem państw Europy Północno-Zachodniej oraz zdobyciem i okupacją zachodniej części Niemiec.

HMS „Belfast”, Londyn, 6 czerwca 2019 r.

HMS „Belfast”, Londyn, 6 czerwca 2019 r.

Na wyjątkowy charakter czerwcowej rocznicy złożył się głównie bieg czasu, który nieubłaganie zabiera ze sobą kolejnych świadków i uczestników historycznych wydarzeń. Stąd też trzecie ćwierćwiecze, jakie już minęło od D-Day, pierwszego dnia Overlord, stało się okazją do zorganizowania obchodów z udziałem światowych przywódców, tysięcy widzów, a przede wszystkim żyjących jeszcze kombatantów.

Uroczystości odbywały się po obu stronach kanału La Manche, w wielu miejscach związanych z normandzką operacją. Wśród nich znalazł się również HMS „Belfast”, zacumowany na Tamizie w Londynie nieopodal Tower Bridge. Ten lekki krążownik, służący w latach 1939 – 63 w Royal Navy, jest największą brytyjską jednostką z czasów II wojny światowej, jaka dotrwała do naszych czasów. Jest to też największy okręt muzeum znajdujący się w Europie, który na świecie ustępuje wielkością jednostkom amerykańskim oraz znajdującemu się w Chinach dawnemu radzieckiemu krążownikowi lotniczemu „Kijew”.

Włączenie HMS „Belfast” w okolicznościowe obchody było w pełni uzasadnione. Ten zasłużony dla Brytyjczyków krążownik, będący okrętem flagowym Bombardment Force E, oddał bowiem jedne z pierwszych strzałów jakie padły w trakcie desantu w Normandii. W trakcie D-Day, około godziny 5:30 miejscowego czasu, jednostka ta rozpoczęła ostrzał stanowiska baterii niemieckiej artylerii w Ver-sur-Mer. Następnie okręt wspierał ogniem artyleryjskim żołnierzy kanadyjskich walczących na plaży Juno. Po 75 latach działa krążownika ponownie przemówiły, oddając w czwartek 6 czerwca tego roku salwę honorową z dział przedniej wieży artyleryjskiej. Nie była to jednak jedyna atrakcja, która tego dnia czekała na zwiedzających HMS „Belfast”, stanowiący obecnie jeden z oddziałów Imperial War Museum. Na pokładzie krążownika bowiem można było spotkać weteranów II wojny światowej. Wśród nich byli uczestnicy operacji Overlord, jak również ci, którzy służyli na innych teatrach działań. Sędziwi już dżentelmeni cieszyli się zasłużoną uwagą mass mediów oraz turystów z różnych zakątków świata, a i spotkanie z nimi dla polskiego pasjonata historii było szczególnie cennym, a zarazem niezwykle rzadkim doświadczeniem.

Brytyjscy weterani II wojny światowej podczas rozmowy prowadzonej na pokładzie HMS „Belfast” z jednym ze zwiedzających krążownik.

Tu warto dodać, iż wiekowi kombatanci reagowali z dużą dozą sympatii słysząc o pochodzeniu z Polski. Jeden z nich, który podczas wojny służył jako marynarz na jednostce pływającej na Morzu Śródziemnym, z nieskrywaną radością wspominał o polskiej armii we Włoszech, odnosząc się tym samym do działań 2 Korpusu Polskiego. Radość z tego spotkania oraz towarzyszących mu krótkich, ale pamiętnych rozmów, mąci jednak świadomość, iż cała ta drugowojenna generacja schodzi właśnie ze sceny ludzkich dziejów. Tym bardziej więc warto skorzystać z nadchodzących kolejnych obchodów, upamiętniających wybuch Powstania Warszawskiego oraz rozpoczęcie II wojny światowej, aby zobaczyć się jeszcze z bohaterami epokowych wydarzeń, które ukształtowały charakter współczesnego świata.


Odnośnie samego HMS „Belfast” to okręt ten jako obiekt muzealny jest na tyle wartościowy, iż zasługuje na odrębne opracowanie. Z pewnością będąc w stolicy Zjednoczonego Królestwa warto obejrzeć ten krążownik, zaprezentowany w atrakcyjny sposób, który wzbudzi zainteresowanie nie tylko entuzjastów historii lub miłośników marynistyki, ale też i pozostałych zwiedzających.

Opublikowano Historia, Wojskowość, Wydarzenie | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania O obchodach 75. rocznicy D-Day na HMS „Belfast” została wyłączona

Na dobry początek Nowego 2019 Roku – 11 numer K&A Plus

Niedawno ukazał się 11 numer „Komoda & Amiga plus”, będący jesienno-zimowym wydaniem tego magazynu. Fani maszyn spod znaku Commodore otrzymali również w Wigilię minionych Świąt Bożego Narodzenia prezent od redakcji, jaką jest darmowa elektroniczna edycja tego czasopisma.

Rozszerzenie pamięci A604n dla Amigi 600

Rozszerzenie pamięci A604n zamontowane w komputerze Amiga 600. Opis tego układu, pozwalającego rozbudować amigę o kolejne podzespoły, znaleźć można w 11 numerze „K&A plus”.

Numer 11 „K&A plus” jak zwykle w dużej mierze zawiera opisy oraz nowe doniesienia ze świata gier. Wśród nich znaleźć można nowe tytuły dla dawnych komputerów, jak również te przeznaczone dla współczesnych platform, takich jak choćby AROS. Zawiedzeni nie powinni też być fani dawnej rozrywki, mogąc zapoznać się z historią serii Spy vs. Spy lub też z opisami takich gier jak Warlords lub Fields of Glory. Ponadto w magazynie zaprezentowano dzieje Sensible Software – firmy, która dała światu takie tytuły jak Sensible Soccer lub Cannon Fodder – oraz relację z ubiegłorocznej warszawskiej imprezy Pixel Heaven, dedykowanej dawnym komputerom, a także niezależnym grom wideo.

Ci, którzy marzyli dotąd o tworzeniu własnych gier na 8-bitowe komputery, będą mieli okazję zapoznać się z opracowaniem przybliżającym programowanie na C64.
Fani Amigi być może pamiętają, iż nigdy nie doczekali się przenośnej przyjaciółki, choć najbliższy tej koncepcji był model A600. W magazynie jest jednak opracowanie, które przedstawia sposób skonfigurowania emulatora WinUAE na tablecie, w celu uruchomienia na nim systemu operacyjnego AmigaOS 3.9. Dzięki temu można cieszyć się własną, mobilną amigą.

W 11 wydaniu „K&A plus” nie zabrakło również tekstów traktujących o sprzęcie komputerowym. Entuzjastów Commodore 64 powinien zainteresować opis polskiego cartridge’a miniGANGCART. Za to posiadaczy Amigi 600 zachęcam do zapoznania się z moim najnowszym amigowym opracowaniem, które przedstawia A604n, rozszerzenie pamięci o 1 MB Chip RAM.

A604n

A604n

Opracowane dla A600 rozszerzenie pamięci A604n przeznaczone jest do montażu „pod klapkę”, który można wykonać samodzielnie.

Układ ten oferuje dodatkowe możliwości rozbudowy A600 o takie podzespoły, jak zegar czasu rzeczywistego (RTC), kontroler USB czy choćby flickerfixer Indivision ECS, który daje amigom z chipsetem OCS/ECS nowe tryby graficzne, wraz z możliwością jednoczesnego wyświetlania 256 kolorów na ekranie.

To wszystko oraz wiele innych artykułów znaleźć można w 11 wydaniu „Komoda & Amiga plus”, dostępnym na witrynie ka-plus.pl.

K&A_plus_11_PL_thumb

Wydany na okres jesienno-zimowy 11 numer „K&A plus” został w całości udostępniony do pobrania, wraz z zawartością dołączonego do niego cover disku, na witrynie magazynu.

Korzystając z okazji, wszystkim fanom dawnych komputerów oraz pozostałym Gościom odwiedzającym niniejszą witrynę chciałbym życzyć wszelkiej pomyślności z okazji Nowego 2019 Roku.

Opublikowano Informatyka, Święta | Otagowano , , , , , , , | Możliwość komentowania Na dobry początek Nowego 2019 Roku – 11 numer K&A Plus została wyłączona

MACS, czyli o zastosowaniu Commodore 64 w wojskach USA

Wprowadzony na rynek w 1982 r. Commodore 64 to jak dotąd najbardziej popularny model komputera w dziejach informatyki. Według części źródeł został on bowiem sprzedany w kilkunastu milionach sztuk, choć podawane są też dużo wyższe szacunki. Niezależnie od dokładności tych ustaleń, maszyna ta stała się też pierwszym komputerem niezliczonego grona dzisiejszych programistów oraz pozostałych specjalistów, czy też zwykłych pasjonatów. Co ciekawe, słynnym C64 zainteresowali się również amerykańscy wojskowi, co dało początek stosowanemu w siłach zbrojnych USA systemowi MACS.

DSC_0155

Commodore 64 został zapamiętany przede wszystkim za sprawą ogromnej ilości gier, wydanych na tę maszynę, zapewniając tym samym rozrywkę głównej grupie swoich użytkowników, jaką były dzieci i młodzież. Mogłoby się wydawać, że ten 8-bitowy komputer domowy nie nadawał się do profesjonalnych zastosowań. Popularna „komoda”, którym to mianem przed laty zaczęto u nas nazywać C64, doczekała się jednak wielu programów użytkowych, a w 1985 r. nawet systemu operacyjnego z graficznym interfejsem użytkownika (GUI), którym był GEOS.
Walory wspomnianego komputera zostały dostrzeżone również przez specjalistów z Army Research Institute Fort Benning Field Unit, ośrodka badawczego zajmującego się opracowywaniem technologii szkoleniowej i przygotowywaniem treningów dla amerykańskiej piechoty. Zainteresowanie to było związane z realizowanym przez ten ośrodek programem, który miał podnieść zdolność bojową żołnierzy poprzez trening. Tak oto w 1986 r. powstał MACS (ang. Multipurpose Arcade Combat Simulator), symulator komputerowy, stosowany w wojsku amerykańskim jako trenażer strzelecki, a więc urządzenie umożliwiające przeprowadzanie treningu w zakresie posługiwania się bronią palną.
W skład symulatora MACS, którego najważniejszym elementem był C64, wchodziło również dedykowane pióro świetlne, mocowane do karabinka M16A2 lub też na stałe przymocowane do dezaktywowanej (tj. pozbawionej właściwości bojowych) broni. Pióro świetlne podłączano do komputera poprzez port joysticka, podczas gdy do gniazda rozszerzeń Memory Expansion C64 wpinany był kartridż z oprogramowaniem symulatora. To ostatnie umożliwiało ćwiczenie strzelania do prezentowanych na ekranie, skalowanych obiektów.
Wyposażona w pióro świetlne broń kierowana była w stronę ekranu. Stąd też idea symulatora przypominała znane z automatów lub z konsol wideo gry, w których strzela się z pistoletów świetlnych do wyświetlanych na ekranie celów.

MACS-Apple

Rozwojowa wersja symulatora, opisana w raporcie technicznym z 1984 r., bazowała na Apple II+. Ostatecznie jednak zdecydowano się na wybór Commodore 64.
(Źródło: A Multipurpose Arcade Combat Simulator (MACS), U. S. Army Research Institute for the Behavioral and Social Sciences, April 1984)

Główna część oprogramowania MACS oferowała wieloetapowy test umiejętności strzeleckich, o zmiennym poziomie trudności. Uzyskane przez strzelca wyniki oceniane były na podstawie obowiązującego na danym poziomie kryterium. Ćwiczący, w zależności od swych rezultatów, mógł przejść do kolejnego etapu rozgrywki, pozostać na obecnym stadium albo też wrócić do poprzedniego. Warto dodać, że w symulacji uwzględniono również wpływ wiatru na trajektorię pocisku.

Cały zamysł przypominał zatem pistolety świetlne, znane z automatów w salonach gier lub z konsol wideo.

Oparty na C64 symulator przeznaczony był głównie do szkolenie z obsługi karabinka M16, aczkolwiek jeden z raportów zawiera wzmiankę o wersji dla granatnika przeciwpancernego M72A2 LAW. Ta wersja pozwalała na strzelanie do nieruchomych lub poruszających się czołgów, a ewentualne trafienia były sygnalizowane wybuchami z widocznymi na ekranie płomieniami i dymem. Rozważano też wariant MACS przeznaczony do szkolenia z zakresu obsługi broni wsparcia, moździerza, a nawet wyrzutni kierowanych pocisków rakietowych TOW.
Fanów marki Apple być może zainteresuje fakt, iż wczesna wersja symulatora z 1984 r. bazowała na komputerze Apple II+, wyposażonym w dwie stacje dyskietek oraz Apple Language Card z Pascalem. Zestaw uzupełniało zmodyfikowane pióro świetlne Symtec i monitor Sony. Finalna wersja MACS, stosowana w U.S. Army, była już jednak oparta na C64. W latach 90. opracowano nowszy wariant tego systemu z konsolą do gier wideo Super Nintendo (SNES). Wersja ta do dzisiaj zdaje się być stosowana przez Gwardię Narodową w Minnesocie, podczas gdy ostatnie doniesienia o użyciu C64 w wojskach USA pochodzą sprzed kilkunastu lat, co też ilustruje poniższe zdjęcie.

DA-SD-03-08124

Symulator MACS, w wersji na Commodore 64, prezentowany w czerwcu 2001 r. oficerom boliwijskim przez żołnierzy z jednostki US Army w Fort Buchanan w San Juan (Puerto Rico).
(Fot. Luis E. Orengo, CIV / The National Archives and Records Administration)

Więcej o symulatorze MACS, którego podstawę stanowił C64, można dowiedzieć się z szerszego opracowania, które niedawno zostało opublikowane w 10 numerze magazynu Komoda & Amiga plus, czasopisma tworzonego przez grono entuzjastów pasjonujących się komputerami Commodore.

KA_10_PL_thumb

Pełne opracowanie na temat systemu MACS znajduje się w 10 numerze magazynu Komoda & Amiga plus, dostępnym również w formie elektronicznej.

 

Opublikowano Historia, Informatyka, Wojskowość | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania MACS, czyli o zastosowaniu Commodore 64 w wojskach USA została wyłączona